Opozycja jest bardzo krytyczna co do zagranicznej polityki Polski. Eksperty związanie z obozem partiami opozycyjnymi przekonuję że PiS nie poradziło sobie na żadnym z zagranicznych kierunków – relacje z Brukselę, Kijowem, Berlinem, pogorszyły się lub znacznie pogorszyły. Stosunki z Waszyngtonem eksperci nazywają klientelizmem. Raporty sygnalizuje, że PiS ma krótką ławkę rezerwowych oraz przyczynił o się do upartyjnienia polityki i służby zagranicznej. Może świadczyć o tym historia wymiany ambasadorów w tak kluczowych ambasadach jak Berlin, Waszyngton albo Kijów. Właśnie, na Ukrainie w połowie czteroletniej kadencję doszło do wymiany ambasadora. Od tygodnia nowym ambasadorem Polski na Ukrainie jest Bartosz Cichocki, który pod koniec lutego uzyskał pozytywną opinię dla swojej kandydatury od sejmowej komisji spraw zagranicznych. 

Nominacja i odwołanie czyli kwestia kręgów partyjnych

W grudniu 2018 prezydent Duda ogłosił odwołanie ambasadora Jan Piekło z dniem 31 stycznia 2019. W tym samym czasie polska i ukraińska prasa poinformowała, że następnym ambasadorem ma zostać wiceminister MSZ Bartosz Cichocki. Odwołania ambasadora Piekło spotkało się z różnoraką reakcją, od zachwytu do rozczarowania. Polscy dziennikarze pracujący na Ukrainie napisali apel do prezydenta Dudy o pozostawienie ambasadora na stanowisku. Nawet szef ukraińskiego IPN Wolodymer Wiatrowycz wyraził żal z powodu zmian w budynku przy ulicy Jaroslawiw wał: tam właśnie mieści się ambasada RP. Natomiast skrajnia polska prawica niezmiernie cieszyła się i gratulowała odwagi Andrzejowi Dudzie. Zresztą, ambasador Piekło w pierwszego wywiadzie po złożeniu urzędu powiedział otwarcie, że za jego odwołaniem, zapewne, stała jedna z opcji politycznych w partii rządzącej, która od początku blokowała jego nominację.

Można wymienić czego nie udało się dokonać ambasadorowi Piekło, ale trudno wyobrazić sobie rewolucyjne albo jakościowe zmiany przy ograniczonym budżecie, a zwłaszcza gdy „rodzimy” minister jedzie do Lwowa żeby kosztem Trwającego tam lokalnego konfliktu zachować swoje stanowisko. Warto przypomnieć, że w listopadzie 2017 r. ówczesny szef MSZ minister Witold Waszczykowski pojechał do Lwowa gdzie, miał zamiar odwiedzić Muzeum Pamięci Narodowej „Więzienie przy Łąckiego”. Jednak przed wizytą zapytał dyrektora muzeum czy uważa, że w 1918 roku Polska okupowała Zachodnią Ukrainę, a po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi minister odmówił wejścia do budynku. Zdaniem dyrektora muzeum, Rusłana Zabiłyj, ten krok był celowym i miał polityczne motywy.

Jednak ostre słowa w stosunku do Ukrainy nie ochroniły ministra Waszczykowskiego na stanowisku. Zrozumiałe, że polskiemu ambasadorowie w Kijowie trudno rozsądnie i wiarygodnie wyjaśnić stronie Ukraińskiej zachowanie swego pryncypała. W Kijowie i Warszawie mówi się, że odwołany ambasador nie był zdecydowanym i stanowczym w stosunku do Ukrainy i nic nie załatwił. A jego nominacja była poważnym błędem ponieważ ambasador Piekło nie miał doświadczenia w pracy dyplomatycznej. Trudno jednak być dobrym ambasadorem jeżeli szef resortu wykorzystuje politykę zagraniczną do celów wewnątrzpartyjnych.

Pomniki i zaufanie

Kadencja ambasadora Piekło przypada na lata 2016 – 2018, kiedy Polska i Ukraina zderzyły się z najostrzejszą fazą rosyjskiego natarcia w tak zwanej „wojnie pomników”. Jeżeli dwa lata temu tylko dziennikarze i eksperci mówili, że za dewastacją pomników w Bukownie albo Hucie Pieniackiej stoją Rosjanie, to w lutym tego roku sprawa wandali pomnikowych i podpalaczy konsulatu RP w Lucku trafią już do sądu. A sprawa dwóch obywateli Polski, członków radykalnej organizacji Falanga, którzy próbowali podpalić ośrodek kultury mniejszości węgierskiej w Użhorodzie na Ukrainie zahacza aż o Niemcy i ujawnia, jak cynicznie działa Moskwa.  Niemieckie media informują, że berlińska prokuratura bada czy Manuel Ochsenreiter, asystent posła do Bundestagu z ramienia Alternatywy dla Niemiec (AfD) Markusa Frohnmeiera, był zleceniodawcą podpalenia. Podejrzewam, że nawet Talleyrand nie sprostałby wyzwaniu z którymi poradził sobie ambasador Piekło, Kremlowi nie udało się pokłócić Kijowa i Warszawy.

Innym ważnym wydarzeniem rzucającym cień na relacje ukraińsko-polskie stało się przywrócenie dwóch posągów kamiennych lwów, stanowiących niegdyś integralną część kolumnady Pomnika Chwały na Cmentarzu Orląt Lwowskich.

Montażu dokonano w grudniu 2015. W styczniu 2016 r. lwowska rada obwodowa zwróciła się do służb z wnioskiem o zbadanie, czy lwy „nie mają charakteru antyukraińskiego”. Warto pamiętać, że o powrót rzeźb zabiegała polska Fundacja Dziedzictwa Kulturowego oraz Towarzystwo Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie. Zezwolenie na transport i montaż posągów został wydany przez konserwatora miasta Lwów panią Lilię Onyszczenko, przewodniczącą Wydziału Ochrony Środowiska historycznego miasta Lwowa, która pracuje tam od 2007 roku. Nie wiadomo czy pani Onyszczenko wiedziała o umowie między rządem Ukrainy i Polski z 2005 roku, w  której lwy nie były wymienione jako element nowo odbudowanego Cmentarzu Orląt Lwowskich. Tak czy inaczej, ale od dwóch lat lwy pozostają zakryte dyktą, a sprawa otwarta i nadal nie załatwiona.

W październiku 2018 kwestii lwów wróciła. Lwowska rada obwodowa wydała oświadczenie w sprawie posągów, które nazwała „symbolem polskiej okupacji”. „Dążenie do ustawienia potajemnie pomników polskiej okupacji Lwowa trwa w momencie niszczenia ukraińskich pomników na terytorium Polski, co odbywa się za milczącą zgodą polskich władz lokalnych” – głosi oświadczenie lokalnych władz.

Na komunikat radnych odpowiedziało polskie ministerstwo spraw zagranicznych. Wiceszef MSZ Bartosz Cichocki poinformował, że polska strona zdecydowanie sprzeciwia się możliwości nielegalnego usunięcia lwów, a ukraińska strona została uprzedzona o negatywnych konsekwencjach, jakie tego typu ruch miałby dla stosunków dwustronnych. Najważniejszym mankamentem tego wydarzenia jest, że we wrześniu 2018 r.  we Lwowie zaczęła krążyć płotka o tym że Polacy planuję przyjazd w rocznicę walk o miasto i „odsłonięcie” lwów. W patriotycznym zapale radni, od partii Blok Petra Poroszenki i partii Sadowego „Samopomoc”, przegłosowali odezwę, gdzie padły słowa o „symbolach polskiej okupacji” na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Wszystko wskazuje na to że na Ukrainie nikt nie wierzy słowom polskich dyplomatów, którzy na pewno nie mogli ukrywać albo „potajemnie” przygotowywać prowokacyjnej wizyty, mającej na celu „odsłonięcie  lwów”.

Sytuacją z lwami przypomina sprawę Szczerbca na mogile Pięciu z Persenkówki, gdzie spoczęły  zwłoki nieznanych żołnierzy, którzy zginęli w wałkach o Lwów w 1918 roku. Ta mogiła, zajmująca czołowe miejsce na osi Pomnika Chwały i stanowi ważną części Cmentarza Orląt.

Otwarcie cmentarza odbyło się w 2005 r. w obecności prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Wiktora Juszczenki. Przywrócenie temu miejscu historycznego kształtu gwarantowało porozumienie polsko-ukraińskie z 2001 r., ale protestowały przeciwko temu lokalne władze. W końcu rada miasta wyraziła zgodę, ale postawiła kilka warunków otwarcia cmentarza: pierwszy, że nie będzie na tam historycznych figur lwów oraz napisu, w którym pojawiałoby się stwierdzenie „obrońcy Lwowa” w odniesieniu do polskich uczestników walk z Ukraińcami. W latach 2007 i 2013 lokalne władze, na poziomie obwodu i rady miasta, stwierdziły że w miejscu Szczerbca na mogile  Pięciu z Persenkówki miał się znaleźć krzyż. Ukraiński historyk Oleksander Hrycenko w książce „Prezydenci i pamięć. Polityka pamięci prezydentów Ukrainy (1994  – 2014): podstawa, przesłanie, realizacja, wyniki” zaznacza, że w wyniku rozmów w maju 2005 r. między ówczesnym szefem administracji prezydenta Juszenki, Oleksanderem Zinczenką i szefem polskiego BBN Jerzym Bahrem, ustalono napis następującej treści: „Tu leży żołnierz polski poległy za Ojczyznę” i nie będzie Szczerbca. Ostatecznie, miecz został umieszczony, ale Polacy nazwali go krzyżem.

W opinii ukraińskich ekspertów, Polska realizuję strategię małych kroków i wymusza na Ukraińskiej stronie ustępstwa, grając na wewnętrznych podziałach. Trudno  się nie zgodzić, montaż i transport na cmentarz lwów nie mógł odbyć się bez oficjalnego i nieoficjalnego przyzwolenia prezydenta miasta Andrija Sadowego, który, pewnie, liczył na zdobycie politycznego kapitału.

Nowy ambasador, ale stare zadania

Głównym i podstawowym zadaniem nowego ambasadora będzie odbudowa zaufania między Kijowem a Warszawą. Rozmówcy z polskiego MZS przekonują że wysłanie do Kijowa osoby w randze wiceministra, będącej w stałem kontakcie z prezydentem i premierem, oznacza docenianie i podnoszenie znaczenia placówki dyplomatycznej. Z drugiej strony warto pamiętać że Kijów nigdy nie był łatwy miejscem pracy,  tym bardziej w okresie wyborczym.   Przyjeżdżając tu trzeba być bardzo zmotywowanym i oddanym dyplomatycznej pracy.

Nowy ambasador nie będzie miał lekko. Wszystko wskazuję, że Kijów uwierzył w publikacje  Grzegorza Wierzchołowskiego o Bartoszu Cichockim, w której sugeruje się, że nowy szef dyplomatycznej placówki w Kijowie jest specjalistą od normalizacji  relacji z Putinem. Dziwnie, że autor głównej prorządowej gazety dostrzegł specjalistę od ocieplania relacji z Putinem w polskim MSZ po dwóch latach piastowania przez tę osobę wysokiego stanowiska rządowego.

Tymczasem, minister Cichocki w jednym z niedawnych wywiadów oświadczył że będzie doradzał prezydentowi Andrzejowi Dudzie zaproszenie Władimira Putina na obchody 80. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej w Polsce. Rada może i jest w interesie Polski, pewnie warto wykorzystać każdą okazję żeby zapytać Putina kiedy zostaną wycofane rosyjskie wojska z Donbasu i zwrócony Krym. Jednak, publiczne doradzenia takich gestów przez przyszłego ambasadora Polski na Ukrainie wywołuje w Kijowie, delikatnie mówiąc, niezrozumienie. Niestety, o zapraszaniu Putina będą tam pamiętać dłużej niż o tym, że polski MSZ konsekwentnie protestuje przeciwko budowie Nord Stream – 2 i przypomina o rosyjskiej okupacje Krymu i Donbasu.

Nowy ambasador będzie zmuszony zmierzyć się z tym, że część polityków PiS jest dziś przekonana, że nowym prezydentem Ukrainy zostanie Julia Tymoszenko. Obecnie jest ona na trzeciej pozycji w rankingu kandydatów na prezydenta Ukrainy. Wyników ukraińskich wyborów nikt dziś nie przewidzi, ale, tak czy inaczej, nowy ambasador musi umieć rozmawiać na Ukrainie z każdym: od lewicowych populistów po prawicowych radykałów. Ukraińscy działacze i politycy wspominają ambasadora Piekłę jako osobę, która potrafiła współpracować z różnymi środowiskami.

Czas pokaże, czy uda się wiceministrowi Cichockiemu przekonać do siebie Kijów. Niewątpliwie, rząd i były ambasador przygotowali „dobrą zmianę” wedle wschodniej maniery – przyjazd nowego ambasadora jest poprzedzane ustępstwami Polski.

W styczniu 2019 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją przepisy nowelizacji ustawy o IPN zawierające pojęcia „ukraińscy nacjonaliści” i „Małopolska Wschodnia”.

W grudniu 2018 rząd premiera Morawieckiego przedłożył umowę pomiędzy Polską i Ukrainą dotycząca kredytowania infrastruktury drogowej na Ukrainie oraz budowy ukraińsko – polskich przejść granicznych, zawartą jeszcze w 2015 r. przez rząd PO – PSL, przewidującą udzielenie Ukrainie preferencyjnego kredytu w wysokości 100 mln euro.

W październiku 2018 r., po długich rozmowach, Polska i Ukraina podpisały umowę o realizacji międzynarodowego drogowego przewozu towarów w 2019 r.  Zgodnie z nową umową Ukraina dostała dodatkowych 10 tys. zezwoleń.

W minionym tygodniu odbyła się spotkanie Prezydentów Polski, Litwy i Ukrainy w siedzibie dowództwa litewsko-polsko-ukraińskiej brygady w Lublinie, a Sejmowa komisja spraw zagranicznych, która pozytywnie zaopiniowała kandydaturę wiceszefa MSZ na urząd ambasadora RP na Ukrainie.

Przyszyły ambasadora, na spotkaniu z posłami, wymienił kierunki swoich działań. Po pierwsze, utrzymanie i pogłębienie współpracy dwustronnej oraz utrzymanie roli Ukrainy jako ważnego podmiotu bezpieczeństwa europejskiego, po drugie, wsparcia mniejszości posklej na Ukrainie zachowanie polskiego dziedzictwa kulturowego, po trzecie, zmierzenie się z „wyzwaniami wizerunkowymi” Polski na Ukrainie. Minister Cichocki podkreślił, że obecna ukraińska władza nie jest dostatecznie wrażliwa na kwestii wspólnej historii Ukrainy i Polski.

Pytanie, czy uda się nowemu ambasadorowi być skutecznym i mieć zaufanie w obu stolicach, a jednocześnie uwrażliwić Ukraińców do Polskiej narracja historycznej…

 

Eugeniusz Bilonozho

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here