Sprawa ukraińskiej autokefalii czyli niezależności Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego stała się faktem. Synod Patriarchatu Konstantynopola potwierdził, że odwołuje swój edykt sprzed 300 lat i odnawia władze nad kijowską metropolią, która obejmuje tereny współczesnej Białorusi, Polski oraz niektórych obwodów Federacji Rosyjskiej.

Przypomnijmy, że w 1686 roku patriarcha Dionizjusz IV i synod Kościoła Konstantynopola — pod przymusem i łapówką — przekazał władzę nad metropolią kijowską Moskwie. W tym samym roku patriarcha Dionizjusz IV został odesłany do klasztoru za grzechy nepotyzmu. Od tego czasu Kijów formalnie podlegał Moskwie.
Jednak w 1924 roku z inicjatywy władz państwowych Rzeczpospolitej Kościół Prawosławny w Polsce rozpoczął starania o autokefalię, która została mu udzielona 13 listopada 1924 roku przez patriarchę konstantynopolitańskiego Grzegorz VII. Moskwa nie uznała tej autokefalii, gdyż jej zdaniem została ona ogłoszona z naruszeniem zasad kanonicznych.
Za sto lat Moskwa będzie mówiła to samo w stosunku do Ukrainy.

Uroczystości ogłoszenia autokefalii odbyła się w Warszawie 16-19 września 1925 roku w obecności delegatów Konstantynopola i Kościoła Rumuńskiego oraz przedstawicieli rządu RP. 17 września 1925 roku w obecności całego Episkopatu Polski w kościele metropolitalnym Marii Magdaleny uroczyście został odczytany tomos o nadaniu autokefalii Kościołowi Prawosławnemu w Polsce. Uchwała została odczytana po grecku, polsku, rosyjsku i ukraińsku. Minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego Stanisław Grabski nadał metropolicie Dionizjuszowi jako głowie Kościoła — prawo do noszenia dwóch panagii.
Również w tekście tomosu ekumenicznego patriarchy Grzegorza VII zostało napisane:

„ … ODDZIELENIE OD NASZEJ KATEDRY METROPOLII KIJOWSKIEJ ORAZ PRAWOSŁAWNYCH METROPOLIJ NA LITWIE I W POLSCE, ZALEŻNYCH OD NICH, Z PRZYŁĄCZENIEM ICH DO ŚWIĘTEGO KOŚCIOŁA MOSKIEWSKIEGO JEST NIE ZGODNIE Z PRZEPISAMI PRAWA KANONICZNEGO . . .”

Autokefalia Polskiego Kościoła Prawosławnego została uznana przez wszystkie kościoły kanoniczne oprócz Rosjan. Obecnie sprawa ukraińskiej autokefalii nie podoba się tylko Rosjanom.
Z historii Ukrainy pamiętamy, że Moskwa nigdy nie zapomina. 22 czerwca 1948 roku na Kościele prawosławnym w Polsce zostało wymuszone wyrzeczenie się autokefalii otrzymanej od patriarchatu Konstantynopola w 1924 roku i otrzymania autokefalii od patriarchatu moskiewskiego.
Pewnie nie watro tłumaczyć, że wydarzenia sprzed 100 lat w Polsce są tak samo ważne dla teraźniejszości prawosławia, nie tylko Ukrainy, ale sąsiedniej Białorusi, gdzie do dziś funkcjonuje egzarchat Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, a nie jak na Ukrainie — autonomiczny Kościół Prawosławny.
Postanowienie (w październiku 2018 roku) Synodu Patriarchatu Konstantynopola nie jest czymś nowym, ale potwierdzeniem uchwały, która miała miejsce w tomosie, który został nadany Polskiemu Kościołowi Prawosławnemu w 1924 roku. Patriarchat konstantynopolski odnowił władzę nad metropolią kijowską, ale granicy państwa w XVII wieku i XXI wieku inne, właśnie dlatego patriarcha moskiewski Cyryl, patriarcha Moskwy i całej Rusi, zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, zwołał posiedzenie synodu w Mińsku.
W czasie nabożeństwa Cyryl ocenił, iż „Biała Ruś to szczególna część historycznej Rusi”.
Była nazwana Białą, ponieważ nigdy nie stała się zależna od rządów zagranicznych czy wyznających inną wiarę — podkreślił patriarcha Moskiewski.
Na lotnisku oraz podczas całej wizyty nie było widać tłumów wiernych, które witałyby Cyryla.
W czasie międzynarodowej konferencji „Wpływ rosyjskiej agresji wojskowej na Donbas a stosunki międzynarodowe” (Społeczny, polityczny oraz bezpiekowy wymiar) w Kramatorsku białoruscy eksperci podkreślą, że Łukaszenko oficjalnie deklaruje poparcie dla rosyjskiego Kościóła, ale rozumie, że obecnie rosyjskie prawosławie jest narzędziem rusyfikacji Białorusi. Możliwe, że właśnie dlatego zabrakło zorganizowanych tłumów studentów oraz pracowników państwowych zakładów, którzy radośnie witają swego ukochanego patriarchę, tak jak to robią na każdej pierwszomajowej demonstracyji — czy to za czasów Breżniewa, czy Łukaszenki.
Białoruska opozycja przekonuje, że mimo „miękkiej okupcji” przez Rosjan, warto wspierać i współpracować z Mińskiem. Oficjalna władza również wysyła sygnały współpracy przez zorganizowanie ukraińsko-bialoruskiego forum w Homeli, gdzie podpisano różne umowy gospodarcze na łączną sumę 100 mln dolarów USA, a Łukaszenko przekonuje Kijów, że na granicy białorusko-ukraińskiej mogą pojawić się tylko traktory.
Jednak areszt ukraińskiego dziennikarza w Mińsku oraz porwanie Hryba (obywatela Ukrainy) przez rosyjskie służby w Homelu, pokazują, że oficjalna Białoruś jest państwem uzależnionym albo ubezwłasnowolnionym przez „russkij mir” — na poziomie gospodarczym oraz militarnym.

W tej trudnej sytuacji oficjalny Mińsk musi uwiarygodnić się, a do tego doskonałą okazją byłoby zezwolenie na przyjazd egzarchów Konstantynopola do Mińska oraz legalizacja Białoruskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, który obecnie funkcjonuje tylko w diasporze.

Zerwanie z Moskwą warto zaczynać od duchownej pępowiny. Mińsk może wykorzystać szanse i rozpocząć tworzenie własnego Kościoła, tak jak to dzieje się na Ukrainie, albo pozostawać nadal na moskiewskiej smyczy.

Eugeniusz Bilonozhko 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here