Więźniowie separatystów albo ci, o których pamięta tylko rodzina 

Tydzień temu, 23 marca, pod zakratowaną, ale wciąż działającą ambasadą Rosji na Ukrainie, miała miejsce manifestacja, która zgromadziła około 20 osób. O tym wydarzeniu nie pisano  wiele w ukraińskich czy zagranicznych mediach. Manifestanci nie skandowali znanej w całym świecie piosenki o Putinie, nie rzucali jajkami, nie upokarzali interesantów ambasady państwa-agresora, tak jak to było podczas wyborów Putina. Pod płot ambasady przyszły rodziny osób, które wskutek wojny na Donbasie są więzione na terenach okupowanych przez Rosję.

 

Podwójne uwięzienie    

Na Ukrainie obwody ługański i doniecki są znane nie tylko jako zagłębie węglowo-hutnicze, ale również jako miejsce, gdzie znajduje się największa ilość zakładów penitencjarnych. Tradycja lokalizacji więzień blisko zakładów przemysłu ciężkiego albo kopalń sięga czasów Stalina i była uporczywie pielęgnowana przez sowiecką władzę na terenie całego Związku Sowieckiego.

Z informacji Ukraińskiej Służby Więziennictw (USW) wynika, że zgodnie ze stanem na 2014 rok na terenach okupowanymch przez prorosyjskich separatystów pozostało około 15 tys. więźniów – obywateli Ukrainy. O ich losach wolą głośno nie mówić. Skazanych prawomocnym wyrokiem po prostu zostawili tam, gdzie byli. Wskutek reform USW zostało zredukowane z osobnej służby do departamentu Ministerstwa Prawa. System więziennictwa nie prowadził scentralizowanego rejestru więźniów i teraz nikt nie jest w stanie powiedzieć, kto, ile i gdzie siedział, czy siedzi. Niestety, ale o prawa więźniów walczą zwykle ich rodziny i niektóre organizacje broniące praw człowieka. W przypadku wojny na Donbasie sprawa wyglądała podobnie: latem 2014 r. Ukraina zdążyła ewakuować około 320 więźniów. W następnych latach fundacja „Wschodnia grupa na rzecz praw człowieka” uwolniła dwóch obywateli Ukrainy, którzy znajdowali się w więzieniach na terenie obwodu ługańskiego. Walka o uwolnienie Aleksandra Jefrieszena oraz Tejmuraza Nichotina (obywatela Gruzji) trwała prawie rok od medialnego nagłośnienia ich sprawy. Są dziś wolni tylko dlatego że zaryzykowali ujawnienie swoich nazwisk i domagali się uwolnienia na mocy ukraińskiego prawa. Warto zaznaczyć, że ich sprawa najpierw zainteresowała dziennikarzy z Wielkiej Brytanii i Niemiec, a udało się uruchomić ukraińskie media oraz właściwe organy państwa dopiero po publikacjach w czołowej zagranicznej prasie. Dramatyzm sytuacji więźniów polegał na tym, że zgodnie z ukraińskim prawem mieli prawo do wcześniejszego zwolnienia, ale samozwańcza władza separatystów odmawiała im go, motywując tym, że ukraińskie prawo ich nie obejmuje, mimo że zostali osądzeni przez to właśnie prawo. Jednak cynizm okupantów Ługańska rośnie w postępie geometrycznym –  separatyści wymagają od Ukrainy podpisania umowy o wymianie więźniów oraz uznanie możliwości ekstradycji.

„Musiałem siedzieć dwa razy. Pierwszy raz jako ten, którego skazał sąd, a drugi raz przez wojnę” – powiedział Aleksandr Jefrieszen po tym, jak wiosną 2017 roku przybył na teren Ukrainy.

Jeżeli zwykły obywatel Ukrainy może samodzielnie wybrać, gdzie będzie mieszkać, to więźniowie są zawieszeni w prawnej próżni „ruskiego mira”, bo jak mówi rosyjskie przysłowie: „Was jak sądzić? Zgodnie z prawem, czy po sprawiedliwości?”.

Republika ludowa albo współczesny GUŁAG

Obozy pracy to wizytówka każdego systemu totalitarnego. Przekuwa się w nich ludzi, a lepienie nowego człowieka ma odbywać się przez pracę (i najlepiej fizyczną). Tak robił Stalin,a kontynuował Pol Pot i Kim Ir Sen. Śladem tych osób brnie „ługańska republika ludowa” (ŁRL).

W 2016 roku tak zwana penitencjarna służba „republiki ludowej” ogłosiła produkcję na 20 mln rubli rosyjskich, czyli prawie 300 tys. euro zgodnie z ówczesnym kursem walutowym. Separatyckie media nie kryją się z tym i bez trudu można odnaleźć informację o cenach na towary i usługi, które świadczone są w łagrach obwodu ługańskiego. Dyrektor fundacji „Wschodnia grupa na rzecz praw człowieka” Paweł Lysiański mówi, że władze „ŁRL” rocznie zarabiają około 500 tys. euro z tytułu zmuszania do pracy więźniów.

„W więzieniach Ukrainy również znajdują się hale produkcyjne, ale więźniów się nie zmusza do pracy, natomiast na okupowanych terenach są zmuszani, a jeżeli odmówią, to są pałowani albo wsadzani do karceru. Żaden niezależny obserwator nie jest w stanie skontrolować warunków życia w więzieniach po tamtej stronie” – mówi Lysiański.

Warto zaznaczyć, że po 2014 roku separatyści zdążyli osądzić na mocy swoich ustaw 1437 osób, w 90% obywateli Ukrainy. Te osoby zostały pozbawione tak podstawowych praw, jak-prawo do adwokata i sprawiedliwego sądu.

Wyżej opisane fakty gromadzi i opisuje fundacja z siedzibą w Lysyczańsku „Wschodnia grupa na rzecz praw człowieka”. W latach 2016 i 2018 upubliczniła ona raporty na temat łamania praw człowieka w więzieniach, w oddzielnych rejonach obwodu ługańskiego, czyli ŁRL, które powstały w oparciu o prawie 300 anonimowych wywiadów z więźniami, którzy byli zamknięci w okresie okupacji i nie mogąli skorzystać z amnestii, która trwała od 2015 roku po 2017, ich rodzinami i pracownikami więzień.

W opinii Denisa Poliszczuka, koordynatora Narodowego Centrum Praw Człowieka, podobna sytuacja więzieniach jest na terenie całej „donieckiej republiki ludowej”

„Więźniów poddaje się silnemu ostracyzmowi i prorosyjscy separatyści nagminnie wykorzystują więźniów do prac na budowie czy kopania rowów”, – powiedział Poliszczuk.

Przypomnę, że jesienią 2017 roku „Dziennik Gazeta Prawna” ustalił, że do Polski trafia lub trafiał węgiel wydobywany na okupowanych przez Rosję terytoriach Ukrainy, a dokładnie terytorium obwodu ługańskiego.

Krym albo wyspa bezprawie

Rosja powszechnie jest uznawana za kraj, gdzie rządy sprawowane są nie przez prawo a polityczny oportunizm. W grudniu 2017 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję potępiającą łamanie praw człowieka na anektowanym przez Rosję Krymie. W dokumencie pisze się o rosyjskich „siłach okupacyjnych” na tym terenie. Jednak samymi rezolucjami świata nie naprawimy. Krym stał się wyspą bezprawie w rosyjskim morzu samowoli. Na okupowanym półwyspie nie działają zwykle taryfy ogólnorosyjskich sieci komórkowych, światowe systemy płatnicze, a duże korporacje zagraniczne zawiesiły swoją działalność i nawet wiza Schengen jest nie do zdobycia dla tych, którzy mieszkają na Krymie. Półwysep przemienia się w wojskową bazę, gdzie wszystko jest kontrolowane przez służby specjalne albo wojsko. Warto zaznaczyć, że Polskę również dotknęły skutki okupacji Krymu, bo w 2014 roku polskie MSZ straciło budynek konsulatu w Sewastopolu, a Skarb Państwa stracił aktywy w postaci krymskich udziałów ukraińskiego banku KredoBank, który jest własnością PKO BP. W 2017 polska opinia publiczna dowiedziała się, że fundacja „Otwarty Dialog”, znana z wspierania ukraińskiego Majdanu oraz działań na rzecz obywateli Ukrainy, którzy uciekali od wojny do Polski, była finansowana przez obywateli Rosji, którzy zbili majątek na zamówieniach od rosyjskiej zbrojeniówki. To jest tylko wierzchołek góry przekrętów i prawnego nihilizmu współczesnej Rosji, która jest zarządzana przez osobę z dyplomem prawnika.

 

Eugeniusz Bilonożko – Pierwotnie tekst ukazał się w „Kurier Wnet”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here