Partia prezydenta Zełenskiego pozostaje wielką niewiadomą, a wciąż domeną spekulacji i domniemywań jest, jak będzie wyglądała polityka jego ekipy po wygranych wyborach. Iryna Wereszczuk została wybrana do nowego parlamentu ukraińskiego, startując z 29 miejsca na liście wyborczej partii Sługa Narodu. Wcześniej była prezydentem miasta Rawa Ruska oraz stypendystką Programu im. Lane’a Kirklanda w Polsce.

Od 2016 r. jest prezesem fundacji Międzynarodowe Centrum Studiów Bałtycko-Czarnomorskich. W następnym parlamencie prawdopodobnie to właśnie pani Wereszczuk będzie odpowiadać za relacje polsko-ukraińskie. Warto podkreślić, że nie ma ona powiązań ani z prezydentem Zełenskim, ani z Awakowym czy Kołomojskim, a wręcz przeciwnie – jej fundacja blisko współpracuje z Wiktorem Juszczenką i Leonidem Krawczukiem. Czy więc jest szansa na dobrą zmianę w stosunkach Warszawy i Kijowa?  (całość wywiadu w Kurier WNET #62 za sierpien 2019)

W mediach w sferze relacji ukraińsko-polskich dominują pytania o historię. Jaką wizję polityki historycznej ma partia i Pani?

Mogę mówić tylko o sobie. Tak, w mediach w zasadzie spotykamy informacje o nazwach ulic, wzajemnych oskarżeniach i tym podobne. Uważam, że musimy ostudzić atmosferę dyskusji z obu stron, w szczególności na poziomie parlamentarnym. Trzeba współpracować na poziomie prezydentów, ministerstw, wspólnych komisji.

We wrześniu oczekuje się spotkania prezydentów Ukrainy i Polski. O czym będą rozmawiać przede wszystkim?

Zełenski powinien znaleźć takie słowa, jakich kiedyś użyli podczas swoich wizyt prezydent Komorowski czy premier Tusk, tak że nasi parlamentarzyści klaskali im na stojąco. Niestety mamy także przykre i bardzo niezręczne przykłady, kiedy po świetnym przemówieniu Komorowskiego w parlamencie Ukrainy ten sam parlament uchwalił ustawę, która do dziś komplikuje stosunki obu państw.

….

Musimy uznać, że Poroszenko był zakładnikiem pewnej grupy elektoratu, która żyje we własnym, hermetycznym świecie. On nie mógł, mimo posiadania dyplomatycznych zdolności i rozumienia sytuacji, wyjść poza granice tych politycznych ram i wyborców, od których zależał. Zełenski nie jest zakładnikiem wyborców i potrafi mówić otwarcie i szczerze. Osobiście radzę mu, aby po pierwsze, zostały wznowione prace ekshumacyjne, a po drugie, by odwołał Wiatrowycza, który stał się destruktywnym elementem naszych relacji. Jestem przekona, że jeśli postawimy na ludzi, którzy będą rozumieli doniosłość naszych wspólnych działań przeciw Rosji, sytuacja zacznie się poprawiać.

Kim dla Pani są Stepan Bandera i Roman Szuchewycz?

Urodziłam się w kraju, który przyjęło się nazywać „banderowskim”. Jednak byłabym ostrożna w stosowaniu takich określeń, bo rozumiem, że mogą one być kamieniem niezgody, który będzie ranić albo po prostu przeszkadzać w drodze. Ostrożnie też odnoszę się do heroizacji takich historycznych postaci. Nie zaprzeczam, że jest to ważna osoba, która miała duży wpływ na kształtowanie się i odrodzenie państwa ukraińskiego. On miał pewną wizję walki o Ukrainę. Nigdy jednak nie powiem, że to byli kryształowo czyści ludzie, którzy nigdy nie wydali przestępczych rozkazów. Jednocześnie trzeba zawsze dokonywać ocen nie z punktu widzenia teraźniejszości, a warunków i czasów, w których żyli.

Jako prezydent miasta Rawa Ruska wspólnie z amerykańskimi i niemieckimi organizacjami odsłoniłam pomnik zabitych Żydów. Przedtem przez 4 lata trwała praca naukowo-badawcza, kto był winien tego przestępstwa. Bardzo ważne było dobranie odpowiednich słów napisu na pomniku, który upamiętnia zamordowanie blisko 20 tysięcy Żydów w Rawie Ruskiej. Kiedy doszło do sformułowania „Tu leżą Żydzi, którzy zginęli z rąk nazistowskich okupantów i ich ukraińskich popleczników”, wybuchł konflikt. Miałam kłopoty nawet z ukraińskim IPN. Dziś możemy mówić o moralnej i politycznej odpowiedzialności, lecz nie zmienimy tego, co się wydarzyło. Nasza historia jest bardzo skomplikowana i proponuję zostawić prawo do jej oceny historykom.

Co do nazw ulic, to uważam, że przeszłości jest czasami za dużo. Bardzo ubolewam, że młode pokolenie prawie nie zna imion tych, którzy bohatersko walczą w Donbasie i zginęli z rąk okupantów w tej wojnie. Musimy budować pamięć o tej nowej historii.

Co stało się na Wołyniu w 1943 roku?

Znam definicję ludobójstwa i moim zdaniem wydarzenia na Wołyniu można kwalifikować jako czystkę etniczną. Zbyt łatwo i prosto nazywa się to zemstą, aktem odpłaty czy po prostu przestępstwem. Trzeba dać historykom czas, żeby opracować „białą księgę”, gdzie będą wypisane wszystkie ofiary z obu stron. Jednocześnie uważam, że takie filmy jak Wołyń zniekształcają historyczną rzeczywistość, która była trochę inna. Zaznaczę, że moje stanowisko różni się od tego, co mówi Wiktor Juszczenko, z którym współpracuję, ale dyskutujemy o tym

rozmawiał Eugeniusz Biłonożko.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here